Dalej nadeszły czasy w których moją głowę wypełniły dźwięki the Beatles. Można śmiało stwierdzić, że przeżyłem wtórną beatlesomanię. Na głowie zapuściłem bujną czuprynę, a gitary używałem tylko do prób odtważania "Yesterday", "Help" czy "Let it be". Moją miłość do żuków wspomagał ojciec, który również był pochłoniętym ich słuchaczem. Mieliśmy w domu wszystkie albumy, plakaty, teksty piosenek... Prawdziwy Twist and Shout!
Wtedy też nadeszły czasy gimnazjum i pierwszych występów scenicznych. Początkowo grałem nagitarze elektrycznej i razem z paroma kolegami założylismy prawdziwą kapelę! Pamiętam, że byliśmy gwiazdą szkolnych imprez typu- rozpoczęcie/zakończenie roku szkolnego. A graliśmy wszystko co się dało, ale głównie piosenki zespołu Łzy i Pidżama Porno. Raz zorganizowaliśmy koncert podczas szkolnej dyskoteki; ustawiliśmy scenę z ławek szkolnych, załączyliśmy sprzęt i zagraliśmy 3 piosenki. Generalnie około 20 osobom się podobało, reszta wolała nie słuchać amatorskiego zespołu !STOP!. Na gitarze słabo mi szło, więc szybko przeżuciłem sie na bass, gra była znacznie łatwiejsza. Oczywiście nigdy nie nauczyłem się w pełni grać na tym instrumencie.
Zespół !STOP! zakończył sie wraz z końcem gimnazjum... w swoim dorobku miał 5-6 "koncertów" i dwa własne utwory, których dziś nawet nie potrafiłbym odtworzyć.
Czasy liceum stanął pod znakiem zespołu KULT i zacnej twórczości Kazika Staszewskiego. Miałem zgrane na komputer płyty z projektu KNŻ i bardzo lubiłem ostre, często wólgarne słownictwo. Można stwierdzić, że przestała być ważna muzyka, teraz celny tekst był najważniejszy. Chyba nie tylko mi się to udzieliło, bo hip-hop ciągle królował wśród moich rówieśników. Ja nigdy nie podzeilałem ich entuzjazmu do "muzyki ulicy", no może oprócz jednej kasety Eminema którą kiedyś sobie nabyłem.
Był też nowy zespół "Entropia", w którym grałem na basie. Graliśmy dużo Nirvany, ale było też znacznie więcej własnych utworów.
W połowie liceum pojawiła się również fascynacja Red Hot Chilli Peppers... tródno powiedzieć skąd.
Gdy kończyłem szkołę średnią, nastały czasy kiczu, które mam wrażenie, że trwają do dziś na polskiej scenie muzycznej. Ludzie od zawsze lubili Ich Troje, to była muzyka która dawała ludziom fun, ale gorzej, jak młodzież zaczynała widzieć w takich jak oni swoich idoli! Pojawiło się mnóstwo artystów jednej piosenki.
Początek studiów stały się czasem, kiedy przestałem słuchać jednego rodzaju muzyki. Polubiłem wszystko co wpada w ucho, Manu Chao, Rammstein, RHCP. Wszystko mi się wymieszało, ale ciągle stałem daleko od prostego popowego grania. Brzydziłem się tym.
To jednak również uległo zmianie. Nie wiem czy wypalił sie we mnie bunt, stępiło ucho, czy znudziło się rockowe brzmienie. Podczas rocznej pracy w klubie Stodoła, nasłuchałem się bardzo wielu zespołów reprezentujących wszystkie style grania. Słucham teraz wszystkiego co uważam za ciekawe. Nie wstydzę sie tego, że tworzę sobie playlistę złożoną z Pink, Lao Che, Tatu, T.Love i Strachów na Lachy. To jest muzyka która daje mi radość i powoduje że robię sie zrelaksowany.
Nieminiej ciągle wracam pamięcią do czasów gdy lubiłem słuchać Elektrycznych Gitar, Myslovitz, Hej czy starego, dobrego Kazika. Będę zawsze mówił, że ta muzyka to właśnie moje czasy.

0 komentarze:
Prześlij komentarz