Ostatnio przeczytałem przygnębiającą rzecz. Okazuje się, że NZK dotyka dziś około 700 tys. osób rocznie! Co stanowi około 36% wszystkich zgonów. Za 35 lat procent ma wzrosnąć do 40, czyli prawie co druga osoba z nas, drodzy czytelnicy, może umrzeć właśnie z tego powodu. To naprawdę smutne- bo każdy chciałby doczekać późnej starości.
Jest jednak nadzieja- medycyna ratunkowa i pierwsza pomoc.
By udzielić pierwszej pomocy osobie u której doszło do NZK trzeba uciskać klatkę piersiową oraz użyć defibrylatora. W USA w połowie XX wieku powstał automatyczny defibrylator zewnętrzny. Urządzenie, które może zostać wykorzystane przez KAŻDEGO, kto zna podstawowe zabiegi resuscytacyjne. Jest to niewielka walizeczka w której znajduje się elektroniczne urządzenie, bardzo przyjazne dla użytownika- daje komendy głosowe i wyświetla polecenia które ratownik musi wykonać. Urządzenie to musi znajdować się w miejscach publicznych- i tu pojawia się problem.
Ludzie kradną defibrylatory, ich wartość rynkowa to od 3 do 5tys zł. Nie zważają na to, że często AED to jedyna nadzieja na ratunek! Trudno jest znaleźć słowa by potępić takie zachowanie.
To nie jest kradzież radia czy aparatu telefonicznego- to naprawdę coś więcej. W całej warszawie AED jest pewnie około 100szt. W metrze warszawskim skradziono już 3 defibrylatory zakupione przez Instytut Kardiologii.
Czas zastanowić się co z tym zrobić. Może kamera? Może nadajnik GPS? A może wspólny system rejestracji tych urządzeń, co utrudni sprzedaż?
A może poprostu trzeba wytłumaczyć ludziom, że od tego może zależeć ich życie...

0 komentarze:
Prześlij komentarz